Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego!
Bardzo dawno mnie tu nie było, a wszystko dlatego że poprostu bardzo dużo się w moim życiu zmieniło. Czytam poprzednie rozdziały i tęsknię za bohaterami, za tym co czułam stukając w klawiaturę. Plan jest przecież gotowy i mogłabym to kontynuować mam kilka pomysłów i zalążek motywacji. Nie chcę żeby moi "Wrogowie" stali się kolejnym [NZ].
Chcę to dociągnąć do końca a jesteśmy już prawie w połowie.
Kiedy zaczynałam to pisać marzyłam o 40-stu rozdziałach opowiadających o zmierzajacej do kanoniczności relacji dwójki nastolatków których zmieniła wojna. Chciałam Dracona (nie podrywacza i amanta) wrażliwego i przerażonego tym co odnajduje gdzieś poza granicą czystokrwistej ideologii. Chciałam go jako dzieciaka którego przerasta to co odkrywa, chciałam żeby błądził ale nie tonął. No i chciałam stworzyć Hermionę z krzywą grzywką i w szarym swetrze która powoli dostrzega że świat nie jest czarno-biały. Chciałam ukazać ją jako Hermionę a nie Mary Sue czy szlamę. Ona w końcu miała na barkach ogromne brzemię które niosła zupełnie sama.
Pisząc to usilowalam pokazać drugą stronę Hogwartu; słodko-gorzką i pełną sprzeczności udowodnić że Dramione to ambitny temat.
Nie wiem czy mi się udało, czy stworzyłam coś pospolitego ale kocham to co robię i to pisanie to właśnie moja tytułowa namiętność.
Jeżeli znajdzie się choć jedna osoba, która zadeklaruje że czeka i będzie czytać to zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby rozdział ukazał się w tym tygodniu.
Jeżeli jesteś tą osobą różdżkę w górę i napisz komentarz.
LUMOS!
