wtorek, 27 sierpnia 2013

Skrajności [Rozdział 2]

- Teraz umrę.
- Jesteś beznadziejna Granger – cały dramatyzm tej sceny prysł, jak bańka mydlana.
Powoli otworzyła oczy i z zaskoczeniem napotkała wzrok stojącego nad nią Severusa Snape’a. Jednym zaklęciem naprawił stłuczony wazon i zapieczętował drzwi. Rozejrzał się krytycznie po pokoju i rzucił jej zniecierpliwione spojrzenie.
- Raczysz wreszcie wstać, czy mam ci wysłać specjalne zaproszenie? – wycedził chłodno, nawet nie wyciągając w jej stronę dłoni.
Nadal oszołomiona podniosła się z podłogi i strzepnęła z ubrań niewidzialne pyłki. Obecność mistrza eliksirów w jej domu była tak dziwaczna, że na moment całkowicie straciła rezon. Między nimi zapadła krępująca cisza, a dziewczyna z braku innych pomysłów zaczęła nerwowo obracać w palcach różdżkę.
- Uprzejmość nakazuje zaprosić na herbatę, chociażby po to żebym mógł to zaproszenie odrzucić – prychnął, poprawiając pelerynę.
- To wejdzie pan na herbatę? – burknęła, oburzona jego grubiaństwem.
- Oho widzę, że dawna ignorancja powraca. Gdybyśmy byli w Hogwarcie to Gryffindor straciłby dziesięć punktów za nieodpowiednie odnoszenie się do nauczyciela.
- Czy mogłabym doświadczyć zaszczytu wypicia z panem herbaty w moich skromnych progach? – zakpiła, patrząc mu w oczy.
- Za dużo obcujesz z Potterem – warknął, wydobywając z połów szaty kopertę.
- Miałem za zadanie dostarczyć ci ten list i gorące pozdrowienia od rodziny Weasley – wycedził, oddzielając każdą sylabę.
- Jestem zobowiązana – po raz pierwszy tego dnia uśmiechnęła się szeroko, ujmując w dłonie cenny skrawek papieru.
- Granger! Włącz myślenie! – wyrwał jej przesyłkę i spojrzał głęboko w czekoladowe oczy.
- Nie wyłączam go.
- Kolejne dziesięć punktów zabrane Gryffindorowi.
- W czym problem?
- Przypomnij sobie całą naszą, jakże…uroczą konwersację od początku.
Jej szczęka niemal upadła na ziemię. Dopiero teraz dopuściła do siebie to co było tak oczywiste, a zarazem zupełnie nieprawdopodobne – nietoperz najwyraźniej miał zamiar, jak gdyby nigdy nic wstąpić do niej na herbatę. Na próżno wpatrywała się w niego, jakby czekając aż ktoś wyskoczy i wrzaśnie na cały głos „Jesteś w ukrytej kamerze!” – nic takiego nie nastąpiło.
- Niech pan idzie za mną – mruknęła układnie i ruszyła do salonu.
Szybko pozbierała rozrzucone na stole dokumenty ojca i poprawiła nerwowo przesunięty obrus. Oceniająco rozejrzała się po pokoju, a gdy oględziny wypadły poprawnie zwróciła się do nauczyciela.
- He – herbaty? – przeklęła się w myślach za to zająknięcie
- Nie Granger, mówię ci o niej od kiedy tu wszedłem, bo to modne – burknął
- Zwykła, czarna? – czuła się tak nieswojo, że nawet nie przeszło jej przez myśl, by odpyskować.
Szybko ruszyła do kuchni, z ulgą opuszczając salon. Postawiła wodę na herbatę i wspięła na niewielką drabinkę, żeby ściągnąć puszkę domowych ciasteczek jej mamy. Drżącymi rękami wysypała je na płaską miskę i modliła się w duchu, byle tylko Snape nie skojarzył ich nietoperzowej formy, ze swoim przezwiskiem, które (według bliźniaków), było największym sekretem Hogwartu. Czekając aż woda się zagotuje przygryzła lekko wargę i za wszelką cenę usiłowała się uspokoić. Mistrz eliksirów w jej domu był jak najbardziej nieodpowiednim zjawiskiem. Tym bardziej, że panna Granger miała jasny i przejrzysty system wartości, zawsze wiedziała co jest dobre, a co złe, nigdy się nie wahała co do czego pasuje i wedle jakich norm powinna postępować. Tymczasem Severus Snape, którego zawsze utożsamiała z tajemnicą, chłodem i który napawał ją nieuzasadnionym niepokojem w żadnym z możliwych zestawień nie chciał się zgrać z jej salonem – jasnym, radosnym i pełnym ciepła. Jego niespodziewana wizyta do tego stopnia ją dekoncentrowała, że zapomniała wrzucić do dzbanka torebkę herbaty i prawie zaniosła mu sam wrzątek. Wreszcie po jakimś kwadransie postawiła przed nim parujący kubek i misę wypieków. Usiadła na samym brzegu kanapy i nerwowo wygładziła spodnie.
- Dziękuję – sięgnął po naczynie i pociągnął spory łyk.
Znów zapadła krępująca cisza. Mężczyzna przez chwilę lustrował ją wzrokiem, po czym westchnął i zaczął rozpinać płaszcz.
- Co pan wyprawia?! – wrzasnęła przerażona.
- Obnażam się, żeby potem cię zgwałcić Granger – przewrócił oczami wyciągnął w jej stronę okrycie.
- Nie uważasz, że to niewygodne, siedzieć w płaszczu cały czas? – minęło parę minut nim odkryła zawoalowaną prośbę.
Płonąc krwistym pąsem, wyszła z pokoju, z peleryną pod pachą. Nie mogła uwierzyć, że zachowała się tak idiotycznie, a jeszcze bardziej że zapach zionący z materiału wydał się jej przyjemny.
Były Ślizgon tymczasem uważnie śledził jej poczynania. Te ruchy, te gęste włosy, o rudawym odcieniu, ten przemądrzały ton i błyski inteligencji w oczach…Poczuł silne ukłucie bólu i tęsknoty chwytające go za serce. Bardzo przypominała Lily, dużo bardziej niż Potter. Może gdyby nie przyjaźniła się z tymi dwoma pożal się Boże Gryfiaczkami byłby gotów ją polubić? Szybko odgonił od siebie tą myśl, która napawała go irytacją. Granger to Granger, Lily, to Lily..ona nie żyje. Poza tym ona nigdy nie zachowywała się w jego towarzystwie jakby była zastraszana! Była odważniejsza i bardziej opanowana…choć może po prostu on stał się straszniejszy z biegiem lat? Nonsens! On zawsze był sobą, nie zmieniał się ze względu na kogoś, nie był tym rozczulającym się nad sobą Potterem, który w kółko narzekał jak ciężkie jest jego życie. Lily nigdy nie traciła rezonu, nie brakowało jej słów…no może przy Potterze (rzucił w kierunku Rogacza stos niecenzuralnych wyzwisk). Był zdenerwowanym tym wszystkim, irytowało go, że musiał tam przyjść, pić z nią herbatę, dostarczyć jej list i jeszcze toczyć sam z sobą tę chorą, wewnętrzną walkę. Nie powinien w ogóle o niej myśleć w tych kategoriach – jedyne co upodabnia ją do Lily to płeć, koniec i kropka.
Tymczasem dziewczyna wróciła do pokoju, a na jej policzkach pozostały już tylko lekkie rumieńce. Przez moment obrzuciła go nieodgadnionym spojrzeniem, do tego stopnia że zaczął się zastanawiać czy nie dał po sobie poznać, odbytej przed chwilą bitwy z własną podświadomością.
Hermiona teraz czuła się jeszcze gorzej. Severus bez peleryny wydawał się dziwacznie bezbronny. Ta część jego garderoby od pierwszej klasy stanowiła dla niej swoistą alegorię muru, który wokół siebie tworzył. W momencie kiedy siedział tuż obok, w koszuli i ciemnych spodniach, odniosła niejasne wrażenie że wpuszcza ją do wnętrza swojego, dotychczas niedostępnego świata. Nie chciała o tym myśleć, bo napawało ją to czymś na kształt strachu i lekkiej odrazy. Bała się tego, jak może wyglądać ten jego prywatny teren – jak okrutne reprezentuje wnętrze. Marzyła by przerwał wreszcie tą ciszę i przedstawił ukryty powód swej wizyty, który niewątpliwie istniał. Wskazówki przesuwały się niemiłosiernie powoli, a ona czuła że lada moment zwariuje.
- Posłuchaj uważnie Granger – zaczął w pewnym momencie zmienionym głosem.
Denerwował się tym co chciał jej przekazać. Skrycie liczył, że zrozumie i sama dopowie sobie to co będzie musiał przed nią ukryć. Bycie podwójnym agentem nie było łatwe, a moment w którym musiał uchylić rąbka tajemnicy obu ról komuś z zewnątrz zdawał się być najtrudniejszym w jego karierze.
- Słucham – zaciekawiona z uwagą wyłapywała nawet najmniejsze drgnięcie mięśni na jego twarzy.
- Mamy wojnę, wiesz to ty, wiem ja i wie każdy kto ma choć trochę oleju w głowie. Jeżeli nie została jeszcze oficjalnie ogłoszona to niedługo zostanie, bo nie ma najmniejszych wątpliwości, że nie ma odwrotu. Nikt nie jest bezpieczny…
- W Hogwarcie – zaczęła, biorąc głęboki wdech
- W Hogwarcie też nie jest tak bezpiecznie, jak dawniej – uciszył ją, widząc że chce przerwać – Granger to czego się dowiesz jest bardzo ważne, nie możesz zadawać pytań, ani mi przerywać. Goni nas czas. Zrozumiano?
- Tak profesorze – skruszona skinęła głową, milknąc na dobre.
- Ten rok będzie zupełnie inny od pozostałych, będziesz musiała okazać się większą dojrzałością, niż tego wymaga twój wiek – zawahał się przez moment – mogą się wydarzyć rzeczy, nie do pomyślenia, mogą ci się wydawać dziwne i nieodpowiednie, ale nie wolno ci ich odrzucać, rozumiesz?
Skinęła głową, choć po prawdzie gubiła się w jego słowach.
- Ludzie, którzy dotychczas byli przeciwległym biegunem w tym roku mogą się okazać największymi sprzymierzeńcami. Masz obowiązek patrzeć w głąb, dostrzegać sto dwadzieścia procent. Nic nie jest takie, jak się wydaje. Czasami nawet lekkomyślność popłaca, zwłaszcza teraz. To co dziś jest największą wadą, jutro będzie największą zaletą. Stoisz przed misją Granger, musisz się z niej wywiązać najlepiej, jak potrafisz. Nikt inny nie może jej podołać. Ani Potter, ani Weasley. Na tobie będzie spoczywać ta odpowiedzialność i tylko ciebie będą rozliczać za błędy. Do wypełniania zadania wykorzystuj wszystkie części swojej osobowości, myśl, główkuj, nie śpij i rozważaj każdą, nawet najmniej prawdopodobną ewentualność.
Zakończył swoją wypowiedź wyraźnym akcentem, a fakt że nie rzucił nawet najmniejszej obraźliwej uwagi był najlepszym faktem, że i jemu zależy na jej powodzeniu.
- Na kogo mogę liczyć? – zapytała z (co bardzo ucieszyło Snape’a), solidną nutą determinacji.
- Na siebie Granger. Kiedy zrozumiesz, o jakie zadanie chodzi zaufaj jeszcze jednej osobie.
Cisza, która tym razem zapadła nie była już krępująca. Wypełniały ją zawisłe w powietrzu pytania i wyzwanie, niewerbalnie rzucone jej pod nogi. Każde z nich błądziło po ścieżkach własnych wątpliwości. Wreszcie Mistrz Eliksirów podniósł się z miejsca i ruszył do wyjścia, dziewczyna bez słowa podążyła za nim. Patrzyła, jak ubiera płaszcz i zapina guziki. Bała się i chciała go prosić o więcej wyjaśnień.
- To co dzisiaj usłyszałaś, jak i cała moja wizyta ma zostać zachowana w największym sekrecie. Nikt poza naszą dwójką nie może o niej wiedzieć, Potter, Weasley, a nawet sam Dumbledore. Rozumiesz? – spojrzał na nią groźnie, lecz w duchu rozczulił się widząc, jak marszczy nos tak podobnie do Lily.
- Profesorze…ja nie wiem czy podołam, ja nie wiem… - zaczęła się jąkać.
- Granger – przerwał jej oschle – czy przez te wszystkie lata edukacji, choć raz zapytałem cię o coś, na co nie znałaś odpowiedzi?
- No…mogło się zdarzyć – utkwiła wzrok w czubkach butów
- Gryffindor traci kolejne dziesięć punktów, za kłamstwo – obrócił się na pięcie i ruszył do wyjścia. Zatrzymał się jeszcze w drzwiach i ponownie wręczył jej kopertę.
- Przepraszam za moje zachowanie na początku – rzuciła jeszcze na odchodnym.

- Następnym razem nie zapomnij o zapieczętowaniu drzwi – zostawił ją samą w przedpokoju, z kopertą w dłoni, lekkimi wyrzutami sumienia i całą masą nierozwianych wątpliwości.

6 komentarzy:

  1. Zaintrygowałaś mnie. Muszę przyznać, że w życiu nie spodziewałabym się dostrzec takiego Severusa Snape'a jak w Twoim wydaniu. To znaczy posiadający swoje cechy rozpoznawcze, ale posiadający uczucia, które pokazuje. Do tego to całe zadanie. Za pewne Draco będzie pomagał Mionie, ale to nie zmienia faktu, że jestem zaintrygowana.
    Czekam z niecierpliwością na rozwój akcji.
    życzę weny.:)
    Pozdrawiam,
    la_tua_cantante_

    www.amor-deliria-nervosa-dramione.blogspot.com

    PS. Dodaję Twój blog do listy czytelniczej oraz do obserwowantch.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nawet sobie nie wyobrażasz jak gigantyczną mobilizacją jest Twój komentarz. To mój drugi blog ale zazwyczaj nikt nic nie komentuje, co jest dość deprawujące. Zawsze fascynował mnie Severus, to postać nieskończonych możliwości.
    Twoje słowa są bardzo krzepiące, dziękuję.
    Na Twoim blogu już zostawiłam komentarz i również jest na moim pasku polecanych. Dziękuję ones more.
    Black Paw
    [autorka]

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmm, zapowiada się interesująco :D
    Wpadłam dopiero dzisiaj a jestem już pod wrażeniem. Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Fajnie przedstawiłaś postać Severusa, aż mnie zżera ciekawość, co będzie dalej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję. Mam już plan, ale akcja będzie się rozkręcać w tempie umiarkowanym. Niezmiernie miło wiedzieć, że ktoś czyta :3
      [autorka]

      Usuń
  4. Witaj! Opowiadania owiane nutką tajemnicy to moje ulubione! :P Czekam na kolejne rozdziały. Uwierz w swoje możliwości i rozwijaj niemały talent! :*
    Bardzoanonimowakinga :D

    PS Czuje się zobowiązana dodać, że również bardzo lubię Snape'a

    OdpowiedzUsuń
  5. Ta rozmowa ze Snape'm poprostu boska. Nic dodać, nic ujac... Lece dalej ;*

    OdpowiedzUsuń

Każdy Twój komentarz będzie czymś na kształt Patronusa osłaniającego mnie przed utratą chęci. Czytasz = komentujesz. Pamiętaj o tym, inaczej dementorzy bez litości wyssają moją autorską duszę.

Sowa

Harry Potter - Delivery Owl