poniedziałek, 9 września 2013

Chwila Zapomnienia [Rozdział 4]

Lumos Czarodzieje!
Jestem winna przeprosiny. Pojawiły się znów trzy komentarze, są opinię w mini-ankiecie dolnej, więc wykonujecie swoje zadanie Wybitnie.
Odnośnie komentarzy- Snape'owi nie chodziło o to żeby personalnie Dumble się nie dowiedział tylko żeby to zostało między nimi. Mogłam to lepiej ująć, tym bardziej z całego serca dziękuję za uwypuklenie mi tego w komentarzu.
 A ja nie porzucam bloga, gdyż koncepcja jest i dokładnie wiem, jak to rozegrać. Powodem opóźnienia jest złośliwość rzeczy martwych - mianowicie mój nośnik wymienny.
Pendrive, bo tak się ten pomiot szatański zwie odmówił posłuszeństwa, zabierając ze sobą w piekielne odmęty dwa kolejne rozdziały, których nie zdążyłam jeszcze skopiować.
Natłok nauki też mnie nieco przytrzymał no i finalnie przeziębiłam się okrutnie.
Bardzo Was proszę o wyrozumiałość i cierpliwość, a ja jak najszybciej postaram się odzyskać co utracone i opublikować.
Robię obecnie korektę rozdziału piątego i mam nadzieję do niedzieli oddać go blogspotowi.
Jeszcze raz dziękuję, pozdrawiam i udanego roku szkolnego życzę!
Nox!
~Black Paw vel Inconspic Angel
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
*~*~*~*
Jutro początek reszty Twojego życia. Mniej więcej z tą myślą zdrapała się z łóżka i wzięła długi prysznic. Kufer, spakowany na wyjazd, leżał otwarty pod ścianą, a Krzywołapa nadal nie było. Przekonywała się, że po śniadaniu się pojawi i że jak co roku pojadą razem do Hogwartu, niestety nadzieje okazały się płonne. Rodzice pożegnali się z nią chłodno, zirytowani tak późną informacją o wyjeździe. Wiedziała, że im przejdzie i za jakiś czas dostanie ciepły list, a jednak było jej nieswojo w takich nastrojach rozstawać się z nimi, bez pewności powrotu. Gdy szli do pracy wysprzątany dom ział pustką i chłodem - w końcu to ich miłość zawsze nadawała wnętrzu magiczny nastrój.
 Siedziała na parapecie, obserwując wąskie uliczki, na których spędziła najwcześniejsze dzieciństwo. Nauka jazdy na rowerze, pierwsza lalka, pierwsza książka, pierwszy całus - to wszystko ściśle wiązało się z tym miejscem, miejscem które za kilka chwil miała opuścić.
Jeszcze nigdy powrót do Hogwartu nie był tak gorzki i sentymentalny, tak niepewny i niebezpieczny. Im dłużej myślała nad słowami nietoperza tym więcej widziała luk, nieścisłości i tym mocniej popadała w paranoję. Snuła teorie spiskowe i nawet przez chwilę zastanawiała się czy aby na pewno rozmawiała z Mistrzem Eliksirów. Kusząca z początku otoczka tajemnicy teraz wydawała się podejrzana, a nawet niebezpieczna. Listy przyjaciół z każdym kolejnym przeczytaniem stawały się obce i suche, a w jej umyśle nieustannie powiększał się i tak dość duży zamęt. 
Powrót do czasów, w których życie było proste, a największe zmartwienie stanowiła długość eseju odeszły bezpowrotnie, oblewając ją lodowatą wodą rzeczywistości. Instynktownie musnęła różdżkę, spoczywającą w kieszeni i z ulgą zarejestrowała jej obecność. Potarła palcami skronie i wzięła kilka głębszych oddechów. Przecież powinna się cieszyć, w końcu od dziś miały się zacząć te prawdziwe wakacje, pełną gębą. Chciała wreszcie przytulić Rona i pogadać z Ginny. Poczuć atmosferę Nory i posłuchać wywodów Molly, na temat jej niedożywienia. Razem z Harrym rozmawiać na różne tematy i śmiać się z żartów bliźniaków. Ta idealna wizja była przerażająco bliska, jak również niebezpiecznie zagrożona. Co dzień wszak publikowano listę niepokojących doniesień, z każdym dniem dłuższą i straszniejszą. Jaka jest pewność, że któregoś dnia nie będzie ona bezpośrednio dotyczyła Weasleyów?
Te ponure przemyślenia przerwał jej odgłos teleportacji, a po chwili przekroczenia bariery. Jednym zaklęciem zatrzasnęła kufer i zbiegła na dół. Ktoś zapukał do drzwi, a ona zachowując wszelkie środki ostrożności bardzo powoli uchyliła wejście, celując w stojącą przed nią kobietę.
- Pseudonim Remusa ze szkolnych lat? – zapytała dziewczyna, chłodno.
- Lunatyk – odparł znajomy głos, a ona z czystym sumieniem wpuściła aurora do środka.
Tonks zrzuciła kaptur, który dotychczas miała naciągnięty na głowę i oddechem ogrzała skostniałe dłonie. Hermiona prawie zaniemówiła widząc jej twarz. Włosy w okropnym, popielatym kolorze, niezdrowa cera i podkrążone oczy, bez dawnych, radosnych iskier. Nimfadora była zniszczona przez wydarzenia ostatnich tygodni nie tylko psychicznie ale i fizycznie. Żal i rozgoryczenie trawiły ją od środka, spotęgowane dodatkowo przez ból nie do ukojenia. Z dnia na dzień odeszła dusza towarzystwa i skora do wygłupów kobietka, pozostawiając wygasłą skorupę, przepełnioną tęsknotą i wołaniem o pomoc.
Granger nawet nie potrafiła sobie wyobrazić, jak czuje się osoba, na której oczach odszedł ktoś bliski sercu. Mimo iż zawsze istnieje ryzyko to ludzi nigdy do końca nie przyjmują go do wiadomości. Co innego bać się o bliskich, a co innego zobaczyć ich odejście. Poczuć samotność. Nie zastanawiała się długo nad tym co właściwie robi, nim zdołała pomyśleć już obejmowała za szyję swoją dzisiejszą opiekunkę, klepiąc ją pokrzepiająco po plecach.
Kobietę tymczasem urzekł ten gest, szczery i czysty jak łza, przepełniony ciepłem i wsparciem. Przez te wszystkie dni od śmierci Syriusza, było wokół niej mnóstwo ludzi, którzy nieustannie tłumaczyli jej, że będzie dobrze. Puste frazesy i bogate tyrady jednak nigdy nie wlały w jej serce tyle otuchy co dwie, szczupłe rączki szesnastolatki, oplatające jej szyję. Poczuła, że jest obok niej ktoś gotów ją podeprzeć i z miejsca nawiedziły ją wyrzuty sumienia wobec Remusa, którego w ostatnim czasie zawzięcie odrzucała, nie dając mu szansy na okazanie miłości. Oszołomiona ufnie wtuliła się w Hermionę i doznała uczucia, że coś w niej pęka. Łzy całkiem nieskrępowanie zaczęły staczać się po jej policzkach, znikając w kasztanowych lokach młodej pocieszycielki. Mogło to wyglądać śmiesznie i irracjonalnie – załamana kobieta w ramionach nastolatki; jednak w tym momencie miała to najnormalniej w świecie daleko w poważaniu.
Stały więc w milczeniu, nie odzywając się nawet słowem i nie patrząc na upływający czas. Wyjęte z ram rzeczywistości rozkoszowały się chwilą spokoju i niezmąconej ciszy. Wreszcie Tonks oderwała się od Gryfonki i niezdarnie otarła łzy.
- Przepraszam – wydukała, pociągając nosem – to ja powinnam cię wspierać – dodała, szukając w kieszeniach chusteczek.
- Małe dzieci, małe problemy, duże dzieci, duże problemy – uśmiechnęła się pogodnie, podając aurorce paczkę .
- Dzięki – powiedziała, hałaśliwie czyszcząc nos.
- Zjesz coś? – zapytała Granger, prowadząc ją do salonu i sadzając dokładnie w tym samym miejscu co kilka dni temu Severusa.
- Molly szykuje powitalny obiad już chyba od trzech dni. Zabiłaby nas gdybyśmy cokolwiek tknęły, przed przyjazdem – miała tak poważną minę, że szatynka parsknęła śmiechem.
- Okej, to ja przyniosę moje rzeczy, a ty poczekaj chwilkę.
Nie oczekując odpowiedzi pobiegła do swojego pokoju i rozejrzała się, sprawdzając czy ma wszystko co niezbędne. Oględziny wypadły pozytywnie i tylko lekkie ukłucie żalu na myśl o Krzywołapie zniszczyło nastrój zbliżony do dobrego. Różdżka została na dole więc była zmuszona po mugolsku przenieść bagaż. Pokonawszy korytarz była już tak wykończona, że zatrzymała się u szczytu schodów, po czym z rumianą twarzą, zipiąc ciężko usiadła na kufrze. I wtedy to się stało. Skrzynia gwałtownie zmieniła środek ciężkości, a uczennica domu Godryka z głośnym wrzaskiem zjechała na parter, kurczowo zaciskając palce na walizce. Finalnie wykonała fikołka w przód i wylądowała u stóp zszokowanej Nimfadory.
Spojrzały na siebie, po czym jak na komendę wybuchły głośnym śmiechem. Leżały na podłodze i płakały, owładnięte niecodzienną wesołością, tak długo aż rozbolały je brzuchy. Przez cały ten kwadrans strach i smutek wyparowały z ich serc, a one same czuły się tak dobrze, jak już dawno nie miały okazji.
- Hahahaha! Przyznaję pani dziesięć na dziesięć! – zawyła uradowana kobieta, pomagając podopiecznej wstać.
- Bardzo śmieszne – stwierdziła naburmuszona, ocierając łzy rozbawienia – to było traumatyczne przeżycie.
Dywagując wesoło na temat wypadku zabezpieczyły dom barierami i rozejrzały się oceniając swoje dzieło. Hermiona westchnęła cichutko i ruszyła do wyjścia.
- Teleportacja łączona – poinformowała ją Tonks, po czym wyszła do ogrodu.
Gdy tylko chłodny wiatr uderzył w ich ciała resztki dobrego humoru rozpłynęły się bez śladu, ustępując miejsca ponurej kontemplacji. Granger, czując narastającą w gardle gulę, chwyciła dłoń dorosłej i zamknęła oczy. Starała się nie dopuścić do siebie myśli, że może tu już więcej nie wrócić. Po kilku chwilach dyskomfortu, towarzyszącego teleportacji znalazły się na jednym z pól, przylegających do Nory. Zamknął się jakiś etap w jej życiu.
- Tu cię zostawię mała – powiedziała aurorka, ze smutkiem w głosie.
- Nie wejdziesz?
- Nie mam ochoty na rozmowy i ciągłe pocieszanie. Dzięki ci Mionka, za tę chwilę zapomnienia. Miło było poczuć tę jasną stronę prozy życia – uśmiechnęła się blado i westchnęła.
- Wiesz, że możesz na nas liczyć – nieśmiało spojrzała w ciemne tęczówki.
- To miłe, ale muszę zacząć od swojej własnej pomocy – pieszczotliwie poczochrała jej włosy i odwróciła się na pięcie - Jeszcze jedno! – dodała, po chwili do oddalającej się Gryfonki.
- Tak? – zapytała, siłą powstrzymując łzy.
- Powinnaś częściej być taka spontaniczna. Wyślij czasami moralność na wakacje – puściła jej perskie oczko.
- Uważaj na siebie! – krzyknęła za nią.
Pomachała krótko i z cichym pyknięciem zniknęła. Dziewczyna potrząsnęła głową, wprawiając w ruch brązowe loki. Zdecydowanie pozytywnym aspektem wojny była szansa na poznanie pozornie znajomych ludzi, z zupełnie innej strony.
Potykając się lekko i niezdarnie ciągnąc za sobą kufer, ruszyła w kierunku malującej się na tle nieba siedziby Weasleyów.



4 komentarze:

  1. wszystko cudownie!
    Ten rozdział- mimo iż nie ma w nim za dużo akcji wspaniale opisuje uczucia.
    Szkoda, że Krzywołap nie wrócił, ale ufam, że kiedyś się pojawi.
    Jedno "ale"... wszak Twoi czytelnicy nie tylko chodzą do szkoły, uprzejmie upraszam więc do wzmianki "(>>>) i akademickiego" do życzeń "miłego roku szkolnego" :D

    POZDRAWIAM!

    OdpowiedzUsuń
  2. hej.:)
    Rozdział jest genialny. Muszę przyznać rację mildredred, jest mało akcji, ale świetne opisałaś zarówno nostalgię i niepewność Miony, jak i zagubienie i cierpienie Tonks. Scena z kufrem sprawiła, że się śmiałam.:) Ja to nie wiem, co dzisiaj mam, co czytam u kogoś jakiś rozdział to śmieję się jak wariatka.:D
    Akcja powoli się rozkręca, ja czekam na naszego Dracusia <3
    Życzę mnóstwa weny.:)
    Pozdrawiam,
    la_tua_cantante_

    www.amor-deliria-nervosa-dramione.blogspot.com
    PS. U mnie na blogu pojawił się nowy rozdział i ankieta, jeśli możesz oddaj swój głos, będę wdzięczna.:)
    PPS. Jedyna rzecz jaka mnie denerwuje to weryfikacja obrazkowa przy komentarzach, jeśli możesz to ją wyłącz.:D

    OdpowiedzUsuń
  3. Opowiadanie z pomysłem podoba mi sie cala koncepcja :D z checia będę czytac :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. taak, wakacje w Malfoy Manor, z moją słodkką Narcysią poproszę!!!
    Opowiadanie- cud miód!

    uśka

    OdpowiedzUsuń

Każdy Twój komentarz będzie czymś na kształt Patronusa osłaniającego mnie przed utratą chęci. Czytasz = komentujesz. Pamiętaj o tym, inaczej dementorzy bez litości wyssają moją autorską duszę.

Sowa

Harry Potter - Delivery Owl