sobota, 5 października 2013

Wrogowie [Rozdział 9]

Lumos!
Zacznę od tego, iż to były najwspanialsze komentarze, od początku mojej przygody z tym blogiem. Aż 6! Jestem zaskoczona i przeszczęśliwa! Dodały mi tyle motywacji, że usiadłam i napisałam rozdział. Dziękuję, dziękuję, dziękuję. Wspaniali jesteście!
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
*~*~*~*
Czasami człowiek doznaje uczucia kiedy wszystkie jego idee, aspiracje i złudzenia się rozwiewają. Słodka bańka mydlana, otaczająca misternie układany plan na każdy dzień upada, obalony zaledwie kilkoma słowami.  Chociaż chcesz, łzy nie płyną, a serce zamiast pulsować bólem staje się wystygłą skorupą. Czasami ból jest dużo prostszy,  niż poczucie niespełnienia, niż świadomość że wszystko w co wierzyłeś jest absolutnie bezsensowne.
Pierwszy września zbliżał się zdecydowanie zbyt szybko. Dni były krótkie, a ciche i przepełnione wątpliwościami noce stawały się właściwie genezą jego znienawidzonej egzystencji. Praktycznie od zawsze był zbliżony do świata Śmierciożerców, a mimo to nie miał zielonego pojęcia, jak wygląda życie sługi. Lucjusz nie mieszał do domu swoich „służbowych” spraw i chyba po raz pierwszy był mu za to dozgonnie wdzięczny.
Samodzielnie wdrażał się w swoje zadania, co jakiś czas chodził na zebrania kręgu i omawiał szczegóły powierzonej mu misji. Najczęściej towarzyszyła mu Bellatrix, a Voldemorta nie zobaczył do końca wakacji. Najbardziej martwiło go nagłe załamanie kontaktów z Narcyzą. Po powrocie z inicjacji, zobaczywszy znak i usłyszawszy informacje o jego przydziale zniknęła w swoim skrzydle i pokazywała jedynie na posiłkach. Z początku próbował jej szukać, nawiązywać rozmowę ale na równi z odwagą zanikały w nim wszelkie inne emocje. Rano zamykał się w bibliotece i zagłębiał w kolejne tomy, szukał i rozpaczliwie błagał o łaskę. 
Los jednak najwyraźniej nie zamierzał być całkowicie łaskawy.
Nadszedł dzień, w którym do drzwi rezydencji zapukał najmniej spodziewany gość.
- Już, już idę – warknął w stronę jednego z portretów.
Był wściekły na cały świat, za wszystko co go spotykało, rozdrażnienie i niewytłumaczalny żal oplotły swoimi mackami jego umysł, pozbawiając wolnej woli. 
Stanął w holu i z zaskoczeniem zlustrował owianą ciemną szatą postać, stojącą na progu.
- Zamknij usta, bo zaczynasz mi przypominać Pottera – warknął mężczyzna.
- Profesor, jak zwykle czarujący w swym takcie – odparł, wybity z równowagi.
- Radzę nie zapominać o różnicy wieku i pozycji Panie Malfoy – zaakcentował ostatnie słowa, mrużąc z dezaprobatą oczy.
Blondyn stłumił w sobie negatywne emocje i pustym głosem odklepał regułkę, którą nakazywało dobre wychowanie.
- Zapraszam do salonu – bez słowa odwrócił się na pięcie i skierował do centralnego punktu rezydencji.
Słyszał za sobą odgłos kroków nauczyciela, co upewniało go, że nie zamierzał uciec. Wbrew pozorom lubił Snape’a i nie chciał potraktować go aż tak obcesowo, niestety obcowanie z ludźmi wyzutymi z sumienia i jakichkolwiek ludzkich odruchów go zmieniała i czuł to bardzo wyraźnie. Zarazem nie chciał tego, jak również nie miał siły walczyć, ze zmianami – zbyt mocno wpływało na niego otoczenie.
Zatrzymał się przed kominkiem i na moment zapatrzył w ogień.
„Co gdyby tak wskoczyć i dać się strawić płomieniom? Czy nie zatrzymałoby to na wieki irytującego zegara czasu?” – dopiero chrząknięcie Severusa przerwało mu te smutne przemyślenia.
- Boisz się Draco?
- Napije się pan czegoś? – stanął do niego bokiem, celowo nie patrząc w twarz.
- Herbaty – westchnął, rozpinając kilka guzików pod szyją.
Przywołał skrzata i wydał mu polecenia, mimo iż przeciągał ten moment najdłużej, jak się dało to nadszedł czas, kiedy musiał spojrzeć w oczy mężczyzny.
- Po co pan właściwie przyszedł profesorze? Nie potrzebuję, by ktoś się nade mną użalał – skrzyżował ręce na piersi i zmrużył oczy.
Przez głowę bruneta przewijał się niekontrolowany wodospad myśli i uczuć. Sądził, że to będzie całkiem normalna rozmowa – przekaże informacje, uściśnie dłoń, pogratuluje i bez zbędnych obiekcji odejdzie. Niestety wszelkie tego typu domniemania zniknęły bez śladu, gdy tylko zobaczył wszystko co kryły za sobą dwie szare tęczówki, przypominające srebrne sykle. W postaci pobladłego, przerażonego i zaszczutego Dracona dostrzegł samego siebie, zaledwie kilka lat temu. Potrzeba bliskości, nieme wołanie o pomoc – oczekiwania, którym nie potrafił sprostać. Nie potrzebował kolejnej osoby o którą trzeba się martwić, a mimo to był pewny, że wpakował się po same uszy. To że on sam nie miał ojca, do którego mógłby pobiec z problemami i rozterkami sprawiało, że nastolatek był mu jeszcze bliższy. Z trudem utrzymał na twarzy maskę chłodnego wyrachowania i starannie ważąc słowa zaczął układać plan, rysujący się w jego umyśle.
- Nie mam czasu, by się nad kimkolwiek użalać – stwierdził chłodno – Postaraj się wstrzymać negatywne emocje i posłuchaj uważnie.
Kilka chwil nim arystokrata nieznacznie skinął głową. Prawda była taka, że nauczyciel zamierzał wkroczyć na  obszary jego osobowości, które nawet jego samego napawały strachem. Nie padły takie słowa, ale niewerbalnie to czuł – zarazem chciał tego i za wszelką cenę nie mógł do tego dopuścić.
- Znasz swoje zadanie?
- Mam zabić Albusa Dumbledor’a – wyrecytował, bez mrugnięcia powieką – Sądziłem, że to Bellatrix jest moją „opiekunką”.
- Pani Lestrange jest bardzo zajęta i na dzień dzisiejszy ja przejąłem jej obowiązki. Mam ci do przekazania kilka istotnych słów od samego Lorda – zamieszał srebrną łyżeczką i pociągnął spory łyk z filiżanki.
- Niech wuj nie bawi się ze mną w kotka i myszkę – warknął, zapominając o początkowym dystansie – szczegóły
- Radzę ci się opanować. Śmierciożercy nie mogą sobie pozwolić na zbędne emocje – ten młody człowiek nieziemsko go irytował.
Malfoy prychnął lekceważąco i zajął się swoją herbatą. Nie zamierzał dawać się traktować, jak dziecko. Nikt nie miał pojęcia co on czuł, a tym samym nikt nie miał prawa mówić do niego tonem znawcy.
- Zabicie staruszka nie jest twoim jedynym zadaniem. Czarny Pan najwyraźniej zadecydował, że na samym początku rzuci cię na głęboką wodę. Musisz być pluskwą – położył dłonie na blacie i pochylił się w stronę chłopaka.
- Czym? – zapytał, po raz pierwszy od początku rozmowy realnie zaskoczony.
- Szpiegiem wewnętrznym. Plan, w który nie mogę cię całkowicie wdrożyć przewiduje iż mniej-więcej pod koniec roku szkolnego.. czerwiec, ewentualnie maj przejmiemy Hogwart.
- To nie możliwe. Są bariery ochronne – ten pomysł był niemożliwy do wcielenia w życie. Nawet on, ze znikomą wiedzą na temat zabezpieczeń zamku doskonale o tym wiedział.
- W każdym, nawet najlepszym systemie są luki. Twoim zadaniem jest te luki odnaleźć. Czasu nie ma zbyt wiele – dokładnie przyjrzał się reakcji blondyna.
Był zaskoczonym niewzruszonym wyrazem twarzy i tą niespotykaną determinacją, wymalowaną na twarzy młodzieńca. Draco był dobrym człowiekiem, miał zadatki na kogoś, kto może zakosztować w życiu wszystkiego co najlepsze, niestety tym jednym, idiotycznym znaczkiem na przedramieniu powoli zaczął odcinać sobie tą drogę. W tym momencie Mistrz Elikisrów poczuł, że zrobi wszystko, byle tylko jego chrześniak nie skończył jak on sam.
- Nie dasz rady zrobić tego sam.
- Nie możesz mieć o tym pojęcia! Nie wiesz, jaki jestem! Nie znasz mojej siły! On wybrał MNIE! MNIE, ROZUMIESZ?! – no i oczywiście puściły hamulce.
Nie chciał pokazać tego co w nim drzemało, ale Severus zniszczył zaporę, która powstrzymywała wszystkie te wyrzuty, żale i całą gorycz zebraną pod skórą. W efekcie niczym bomba z czujnikiem wybuchł, przy najmniejszym ruchu.
- Uspokój się, bo będę musiał uraczyć cię Perfictus Totalus – wysyczał, wbijając mu różdżkę w grdykę – wiem, że wybrał ciebie. Nie sądzisz że to zemsta za czyny twego ojca?
Naprawdę trudno być zimnym gnojkiem - nikt inny nie mógł wiedzieć tego lepiej niż Snape. Chciał powiedzieć chłopcu wszystko o czym myślał, co czuł i jakie miał wątpliwości, jednak do cholery! Był sobą, a gra pozorów była nieodłączną częścią jego życia. Czasami naprawdę nienawidził tego, że został nauczycielem. Niewątpliwie bowiem łączyło go to emocjonalnie z całą masą ludzi. Nie zdawał sobie jednak sprawy, jak ta jego chłodna powierzchowność wpłynęła na wściekłego arystokratę.
To zaskakujące, jak różne są ludzkie osobowości. Na przykład Dracona Malfoya uspokajała obojętność, a nawet pogarda. Dlatego też oziębłość i irytacja dorosłego sprawiła, że w błyskawicznym tempie zniknęły jakiekolwiek oznaki rzeczonego wybuchu. Powoli osunął od siebie magiczny atrybut profesora i ponownie zajął swoje miejsce.
- Ma pan jakieś sugestie, jak poradzić sobie z moją niekompetencją? – zapytał cicho.
Ślizgon stwierdził, że nigdy nie zrozumie nastolatków. Pozwolił sobie nawet, na uniesione protekcjonalnie brwi, które miały być oznaką zaskoczenia.
- Nie przeczę twojej dojrzałości Draco. Dlatego też sądzę, że powinieneś podejść do wielu rzeczy dojrzalej. Wrócisz do Hogwartu, nastawiony wrogo do większości ludzi, jest to naturalne. Powinieneś jednak rozejrzeć się dokładnie odrzucając wcześniejsze kryteria – potrzebujesz pomocy. Sojusznika i kogoś, komu poniekąd powierzysz swój los. Powodzenie twojej misji, nie może zależeć jedynie od ciebie.
- Obawiam się, że nie rozumiem…
- Ludzie nie dzielą się na tych, których lubisz i których nie lubisz. Ludzie dzielą się na tych, którzy mogą okazać się pomocni i bezużyteczne śmieci.
- Mam się bratać na przykład, z wrogiem? – szeroko otworzył oczy, przekrzywiając głowę.
Irytowało go, że nauczyciel mówi półsłówkami. Dodatkowo dostrzegał powoli, iż ta misja może zmienić nie tylko jego psychikę, ale towarzystwo i osobowość.
- Osoba, która jest pomocna nie jest w rzeczywistości wrogiem.  
- Sugeruje wuj kogoś konkretnego?
- Musisz zapamiętać dwie rzeczy. Po pierwsze: kobiety angażują się emocjonalnie dużo bardziej niż mężczyźni. Po drugie: korzystaj z atutów, którymi obdarzyła cię natura, jakkolwiek to zabrzmi.
Z tymi słowami gwałtownie powstał i rzucił przeciągłe spojrzenie na zegar.
- Muszę iść, pozdrów matkę i postaraj się zrozumieć jej położenie.
Skinął głową i odprowadził gościa do holu. Patrzył, jak Severus ubiera płaszcz i szykuje się do wyjścia. Jego wizyta pomogła się uspokoić i ukazała światełko w tunelu, wierzył że ma szansę na powodzenie.
- Dziękuję – wyszeptał.
Ślizgoni nie dziękują, ani podziękowań nie oczekują, toteż oboje panowie byli dość zaskoczeni zawisłymi w powietrzu słowami. Profesor nie komentując tego faktu otworzył drzwi i po raz ostatni spojrzał na ucznia.
- Jesteś wężem. My atakujemy z ukrycia.
Odszedł, ciągnąc za sobą nadymającą się od wiatru szatę i poprawiając opadające na twarz włosy. Jego życie było właściwie ironicznym żartem losu. Uznał, że to jedyne, a zarazem najbardziej absurdalne wyjście, jakie ma do wyboru, chcąc uchronić szesnastolatka, przed swoim własnym losem. Nie był pewny, czy prawa Murphiego okażą się dlań dostatecznie łaskawe – bo czy można zapobiec powtórce sprzed kilkudziesięciu lat, wplatając w losy tego młodego człowieka pewną Gryfonkę, z burzą rudawych włosów?
On sam wszak zaczynał podobnie, miał jednak skrywaną nadzieję iż blondyn zupełnie inaczej wykorzysta swoją szansę. Westchnął i musnął, spoczywającą w kieszeni kopertę. Póki co świat, jakby zaprzysiągł się pomóc mu wcielać plan w życie. Pierwszym etapem była wizyta w domu niejakiej Panienki Granger.




4 komentarze:

  1. Hej.:)
    Rozdział jest genialny. Draco i ta myśl samobójcza.. Coś nowego. Pięknie ukazujesz tą postać, jest taka pełna sprzeczności. Jestem ciekawa koljenych części, może one coś więcej powiedzą, bo jak na razie mało zdradzasz.:) No i czekam na Dramione.:)
    Pozdrawiam,
    la_tua_cantante_

    amor-deliria-nervosa-dramione.blogspot.com
    PS. Czuję się wyróżniona, dziękuję.:))

    OdpowiedzUsuń
  2. Cuuudowwwne ! <333
    Ach czekam na następny z niecierpliwością !
    Te porady Snape'a ; >
    Takie tajemnicze i niezbędne ; D
    Niezła była ta rozmowa ;D
    Pozdrawioam ! <3
    http://thevioletstory.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudo kojarzy mi się z moim ulubionym blogiem "lubie gdy jestes obok" tam jest ze Hermi pomaga Draco naprawic szafe ta ktora potem wejda smierciozercy do zamku wydaje mi sie ze masz podobny pomysl :D wiem ze skonczylas bloga ale moze jeszcze tu zagladasz ...

    OdpowiedzUsuń

Każdy Twój komentarz będzie czymś na kształt Patronusa osłaniającego mnie przed utratą chęci. Czytasz = komentujesz. Pamiętaj o tym, inaczej dementorzy bez litości wyssają moją autorską duszę.

Sowa

Harry Potter - Delivery Owl