wtorek, 1 października 2013

Zadanie [Rozdział 8]

Bardzo przepraszam, zachowałam się nie fair w stosunku do Was i przykro mi z tego powodu. Zmniejszę częstotliwość dodawania notek, ale będą na 100%. Mam nowy szablon, jak go widzicie? Chcę Was też poinformować, że notki będą dodawane póki co z punktu widzenia Draco, a od "pierwszego września"  na zmianę. Chciałabym pisać tylko z punktu widzenia arystokraty, ale wtedy minie Was kilka istotnych szczegółów. Mało komentowaliście, ale komentarze były przemiłe. Pamiętajcie o tym patronusie!
Już nie męczę, smacznego.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
*~*~*~*
- Tak mój panie. To ogromny zaszczyt...Panie..To wielki zaszczyt - no i oczywiście stos absolutnie nienadających się do powtórzenia słów.
Wziął głęboki wdech i przejechał długimi, szczupłymi palcami po twarzy. Czas był jego największym wrogiem – wskazówki niemiłosiernie szybko posuwały się na przód, napawając go mieszanką strachu i ekscytacji. Narcyza zamknęła się w swojej sypialni, Blaise zapewne siedział w domu, a co do Lucjusza to wolał nie myśleć co w tym momencie robi.
Był absolutnie pewny, że nikt nie przeżywa w tym momencie tego co on. Od tylu lat czekał na ten moment, od kiedy pamiętał w Pokoju Wspólnym Slytherinu pysznił się swoimi aspiracjami, związanymi ze służbą – nie spodziewał się wtedy, że gdy do tego dojdzie będzie załamywał ręce, drżąc z niepokoju.
- Weź się w garść pieprzony mięczaku – warknął do swojego odbicia i starannie poprawił włosy.
Zmagał się z dwoma sprzecznymi uczuciami, ze wspomnieniami które nie chciały opuścić jego głowy.
Najmłodszy poplecznik przyjęty do kręgu – brzmi tak dumnie, a zarazem tak naiwnie. Zadanie nie może być przecież tak trudne,  Czarny Pan z pewnością nie chce nawet najmniejszej pomyłki. Było to dla niego krzepiące, ale nie mógł wyzbyć się wątpliwości.
Błagalny wzrok ojca, kiedy zakuwali go w kajdany i ciągnęli od łkającej kobiety. Ten wzrok, w którym NIGDY mimo słów nie dostrzegł zadowolenia, szczęścia.
Czy bycie Śmierciożercom było tak satysfakcjonujące, jak powtarzał Malfoy?
- Idiotyczne insynuacje. Ubieraj płaszcz – zbeształ się w myślach za schizofrenię i wziął do ręki ciemny materiał.
Pieszczotliwym ruchem pogładził trzymane odzienie i ostatni raz obrzucił wzrokiem sypialnię.
Ostatnie westchnienie, ostatnie wątpliwości, ostatnie złudzenia.
Stawiał pewnie kroki, zaciskając palce na różdżce, jak tonący chwytający się deski. Dźwięki jego kroków odbijały się od chłodnych, kamiennych ścian. Przodkowie rzucali mu spojrzenia, w których żałość mieszała się, z uznaniem.
Jeszcze parę miesięcy temu zapewne rzuciłby im jedynie spojrzenie przepełnione pogardą, ale teraz nie było to odpowiednie. Nie w głowie mu było bawić się w lepszego – pierwszy raz w życiu czuł co się święci.
Schodził po schodach, wiodąc dłonią po dębowej poręczy. Martwa cisza, zdawała się równocześnie potęgować, jak i hamować wyczuwalne wyraźnie napięcie. Jeden skrzat domowy przebiegł mu praktycznie pod nogami, ale prawie tego nie zauważył. Skierował się do sali rodowej, skąd dobiegł go szmer rozmowy. Zatrzymał się w progu, pozbywając z oczu ostatnich śladów wahania – musiał stawić czoła swojemu przeznaczeniu, bez względu na jego scenariusz.
- Draco! – skrzekliwy głos ciotki ostatecznie zmusił go do wejścia.
- Matko, ciotko – skłonił się lekko, przybierając nieprzenikniony wyraz twarzy.
- Piękny! Młody! Cyziu, powinnaś być dumna z syna! – wybuchła psychopatycznym śmiechem, zbliżając się do młodzieńca.
Jej szponiaste palce zaczęły podróżować po jego policzku, podczas gdy blondynka niezauważalnie otarła łzy. Mimo, że serce gdzieś w głębi drgnęło nie pozwolił sobie na słabość.
- Cieszysz się? Czy może jesteś zniecierpliwiony? – zapytała brunetka, uśmiechając się do niego szeroko i wplatając różdżkę w długie loki.
- Ciekawy – odparł chłodno.
- Hahahahah moja krew! – zapiszczała, odwracając się w stronę siostry.
- O której to się zacznie? – wyszeptała Narcyza, świdrując go jasnymi oczami.
- O północy! Idealnie, nastrojowo – w głosie starszej z kobiet pobrzmiewała zastraszająca pasja.
Przez myśl przeszło mu, że to właśnie brak tej niespotykanej obsesji sprowadził jego ojca do Azkabanu. To było lekkomyślne – obie panny Black wszak znane były z predyspozycji do legiminencji.
- Idziemy! – zaśpiewała ruszając do holu.
Został sam z matką, która powoli do niego podeszła i swoimi delikatnymi palcami zapięła pod szyją jego pelerynę. Nie strącił jej dłoni, a w umyśle niebezpiecznie mu zawirowało.
- Żegnaj – powiedział, niechcący muskając jej rękę.
Nie odpowiedziała, gdy wraz z ciotką deportowali się na Pokątną stała na progu, wodząc za nimi niewidzącym wzrokiem.
***
Noc była chłodna i wyjątkowo ciemna. Wiatr wiał, zagłuszając wszelkie inne odgłosy. Zasłonięci ciemnymi szatami stapiali się z mrokiem, tylko bardzo uważny obserwator mógłby dostrzec ich kontury. Malfoy szedł parę kroków za Bellatrix, nie był pewny, ale zdawało mu się, że przez cały czas nuciła pieśń w dziwnym, nieznanym mu języku. Skręcali w kolejne zaułki, minęli kolorową wystawę sklepu Weasleyów i wślizgnęli się w zatęchłą uliczkę. Większość okien była zasłonięta, a witryny obce i odpychające. Nie wiedział ile zajął im ten marsz, nie skupiał się na liczeniu kroków – ten spacer był niczym w porównaniu z drogą na którą miał wkroczyć.
- Tutaj. Wyjmij różdżkę – nakazała beztrosko.
Bez mrugnięcia wykonał polecenie, delikatnie spinając mięśnie.
- Potestatem Potissimum – uderzyła końcem drewienka o ścianę, w której wyraźnie zarysowały się kontury drzwi.
Bez zastanowienia weszli do środka, na wąski korytarz oświetlony bladym blaskiem kandelabrów. Kobieta nałożyła na twarz maskę i ruchem nakazała mu podążanie za sobą. Zagubiony w labiryncie schodów i przejść poczuł, jak wszelkie emocje opuszczają jego umysł. Ciotka rozmawiała z wieloma ludźmi których spotykali po drodze, ale nie zwracał na to uwagi. Skupiony i zdeterminowany wspominał Hogwart, dzieciństwo i wszystkie chwile, które wyryły się w jego głowie.
Wreszcie stanęli przed masywnymi wrotami. Może to śmieszne, ale podświadomie liczył na słowa wsparcia, pokrzepienia…nic takiego się nie stało.
No tak – dorosłość.
Sala była mała i z pewnością nie było tam wszystkich członków. Przy długim stole siedziało kilkanaście zakapturzonych postaci, z pochylonymi głowami i dłońmi skrzyżowanymi na blacie.
Mógł się tego spodziewać, nie był na tyle istotny by zwoływać wszystkich, a jednak sam Voldemort istotnie siedział na najwyższym miejscu i lustrował go wzrokiem wygłodniałego drapieżcy.
- O! Kogo my tu mamy! Gwiazda dzisiejszego wieczoru! – zawołał, uśmiechając się upiornie.
- Mój panie, niezwykle miło wiedzieć, że darzysz nasz ród takim zaufaniem – krzyknęła, podając mu do stóp.
- Bellatrix… - zdawał się rozkoszować każdym słowem – kto jak kto, ale ty masz na to dostatecznie dużo dowodów.
Zajęła miejsce po jego lewej stronie, całkowicie zapominając o siostrzeńcu.
- Dracon Lucjusz Malfoy – wysyczał, obracając w palcach różdżkę.
Jego krwiste oczy połyskiwały, jak dwa rubiny, zaś blada twarz raziła w ciemności.
- Syn Lucjusza Abraxa Malfoya, odsiadującego słuszny wyrok w Azkabanie – szydercze śmiechy przebiegły wśród zebranych.
Poczuł, jak wściekłość zaczyna pulsować w jego żyłach. Nie spodziewał się kpin, przecież ojciec odsiadywał za służbę Lordowi, za miłość i wierność.
- Jak to jest mieć ojca, który nie potrafi pokonać…bandy nastolatków? Jak to jest mieć świadomość porażki, bycia obciążonym takimi genami – każde kolejne słowo było ciosem w policzek.
Złość, okrucieństwo i chora satysfakcja, te właśnie emocje emanowały z całej postaci największego czarodzieja na świecie.
Wszystko wirowało, sprzeczne emocje, słowa, wspomnienia. Ból, irytacja i złość. Nic nie działo się wedle planu, miał otrzymać zadanie, a nie być poniżanym przed współpoplecznikami.
- A jednak nie ma w tobie nienawiści do ojca – zawiesił głos – kim jesteś?
- Jestem Dracon Lucjusz Abrax Malfoy, syn tego który odsiaduje karę za wierność ideą i za wiarę – jego samego zaskoczył spokój, z jakim wypowiedział te słowa.
Cisza, oczekiwanie, KAŻDY nawet on sam spodziewał się Crucio. Jednak świat bywa zaskakujący.
- Unieś rękaw – rozkazał wężousty.
Mimo iż na usta szesnastolatka cisnęło się wiele innych wyznań, posłusznie wykonał polecenie. Czuł, że odtąd tak będzie wyglądało jego życie, to będzie jego miejsce.
Wszyscy powstali, zaczęli śpiewać pieśń i unosić różdżki w stronę swojego mentora. Ten tymczasem, niby czarne widmo przepłynął przez pokój i stanął przed blondynem. Przyłożył swój patyk do jego przedramienia i przejechał po nim, napawając oczy cieknącą po białej skórze krwią.
- Oto czysta krew rodu Malfoyów i Blacków – wyciągnął długi palec i zlizał z niego rubinową kroplę.
- Podejmuję się – powiedział z mocą.
- Pro centuries cogere, pro centuries potestatem, pro centuries vos.
Draco z powiększonymi oczami patrzył, na czrne kontury, które pojawiły się na jego ciele, formując w kształt Mrocznego Znaku.
- Przysięgasz?
- Przysięgam – powtórzył.
Światła nagle zgasły, a wszyscy złączyli się w jedną modlitwę. Mroczny śpiew zapełnił pokój napełniając jego serce dziwnym patosem. Równie nagle wszystko ustało. Powrócili na swoje miejsca i wsłuchali się w słowa Lorda.
- Oto nasz nowy poplecznik, nowy sługa, nowy i lepszy, jak my.
Pojawiło się nowe krzesło, specjalnie dla niego. W milczeniu zajął miejsce i tępo utkwił wzrok w swoim znaku.
- Draco, Draco, Draco – wysyczał Riddle.
- Tak mój panie? – z obrzydzeniem pomyślał o swoich słowach.
- Domyślasz się swego zadania?
Pokręcił przecząco głową.
- Otóż jest to zadanie dziecinnie proste, niejako stworzone dla Malfoya…
W jego stronę zwróciły się wszystkie zamaskowane twarze. Śmierciożercy drżąc spijali najdrobniejsze słowa z ust swego Pana.
- Draco masz ZABIĆ Albusa Dumbledora. To jako przedsmak. Reszty dowiesz się już niebawem – odchylił się z lubością na krześle.
Bella chciała coś wrzasnąć, ale ją uciszył. Zazdrosne i wściekłe hasła i spojrzenia zwróciły się w jego kierunku.
Nie słuchał słów swego mistrza, nie patrzył na innych. Wychodząc ignorował cały świat.
W domu zatrzasnął drzwi sypialni.
- Masz zabić Albusa Dumbledora.

Zapadła ciemność.

5 komentarzy:

  1. Hej. o mój Boziu, jestem zszokowana talentem który posiadasz, serio! Strasznie podobał mi się ten rozdział, jestem niemal oczarowana i już nie mogę się doczekać ciągu dalszego ^.^ Po pierwsze masz przecudowny szablon :D
    Genialnie opisujesz wszystkie uczucia i emocje jakie szarpią Draco. Przez chwilę miałam wrażenie, że ma wątpliwości co do przystąpienia do Voldemorta. To wszystko wydawało się dziecinnie proste, ale rzeczywistość okazała się brutalnie dorosła z czym Draco został sam. Widać, że ta jego ciotka jest jakąś fanatyczką Voldemorta, jego matka Narcyza zaś wydała mi się smutna, tak jakby miała więcej syna nie zobaczyć. Ich pożegnanie było przepełnione smutkiem, żale i strachem. Wszystko naprawdę świetnie opisałaś.
    Druga część jest równie dobra jak pierwsza. Voldemort spytał o Lucjusza, sama nie wiem, Draco okazał się bardzo odważny i końcu został oficjalnie śmierciożercą. Jego pierwsze zadanie mnie totalnie zszokowało... ma zabić Albusa!!! Jestem mega ciekawa czy będzie jak u Rowling czy coś się zmieni. Tak czy siak piszesz świetnie, genialnie.. dla mnie to powinnaś już pisać własną książkę ^.^ Już nie mogę się odczekać ciągu dalszego :* Bardzo dziękuję za powiadomienie i niecierpliwie czekam na kolejne!
    Jak znajdziesz czas to u mnie nowy rozdział, skromnie zapraszam ^.^ mam nadzieję, że cię nie zanudzi :p
    Pozdrawiam, życzę weny i czekam na nn u Ciebie :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę przyznać, że jestem w szoku. Przeczytałam wiele historii Dramione, ale w absolutnie żadnej nie płakałam w momencie kiedy Draco przyjmował Mroczny Znak. Opisałaś to wspaniale, nieźle, świetnie? Nie wiem jakim przymiotnikiem to określić, bo każdy wydaje mi się niewłaściwy. Jestem pod ogromnym wrażeniem Twojego talentu. Ta historia naprawdę robi się coraz lepsza, coraz bardziej ciekawa, intrygująca. Zapowiada się kolejna perełka.
    Czekam na więcej.
    Pozdrawiam,
    la_tua_cantante_

    amor-deliria-nervosa-dramione.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem pod wrażeniem. Emocje Dracona są tak wyraźne można powiedzieć że namacalne, przez co sama czuję się jak on. Szkoda że jeszcze Draco iż Hermiona nie wrócili do Hogwartu jednak mam nadzieję ze gdy już tam bendą to nie zrobi się z tego czarującego opowiadania jakaś mydlana opera. Czekam z niecierpliwością na następny rozdział.
    Pozdrawiam White Tiger

    OdpowiedzUsuń
  4. *.*
    Jedyna jak mogę wyrazić to, że jestem...
    szczęśliwa, że znalazłam tego bloga ! :D
    Naprawdę masz ogromny talent !
    Można się po prostu wczuć w jego sytuację, poczuć jego emocje ! ;o
    Zazdroszczę :<
    Widzę blog z perspektywy Draco co mnie jeszcze bardziej ciekawi ;)
    Pozdrawiam ;>
    --
    http://thevioletstory.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. *.*
    Jedyna jak mogę wyrazić to, że jestem...
    szczęśliwa, że znalazłam tego bloga ! :D
    Naprawdę masz ogromny talent !
    Można się po prostu wczuć w jego sytuację, poczuć jego emocje ! ;o
    Zazdroszczę :<
    Widzę blog z perspektywy Draco co mnie jeszcze bardziej ciekawi ;)
    Pozdrawiam ;>
    --
    http://thevioletstory.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Każdy Twój komentarz będzie czymś na kształt Patronusa osłaniającego mnie przed utratą chęci. Czytasz = komentujesz. Pamiętaj o tym, inaczej dementorzy bez litości wyssają moją autorską duszę.

Sowa

Harry Potter - Delivery Owl